Archiwum maj 2016


maj 21 2016 Życie po
Komentarze: 0

Zdrada jest jak śmierć.....? To jest prawda, umiera człowiek. Umiera wszystko ci ma związek z tą drugą osobą. Umiera też osoba zdradzająca. Wszystko co złe i dobre odchodzi, pozostaje ból, rozczarowanie i pytanie "dlaczego ja", zarówno osoby zdradzanej jak i zdradzającej. W moim przypadku natychmiastowe obudzenie z letargu. Co ja zrobiłam? Dziwnie brzmi to pytanie. Wylane łzy i skrucha, poczucie winy, że skrzywdziłam kochanego człowieka. Może to dziwnie brzmi,ale bardzo szybko doszło do mnie co ja tak naprawdę chciałam zrobić....? Nie zasłuzył na to co Go spotkało, teraz to widzę,ale On mnie zaskoczył. Dał mi szansę naprawy i wybaczenia. Nie obyło się bez pomocy psychologa. Każdy dzień to walka o Niego o Nas. Powinien mnie zostawić, wziąść Małą i odejść. Mam tego świadomość,ale On dał mi szansę. Każdego dnia się budzę i dziękuje za nia, staram się, by mi wybaczył. Z jednej strony jestem szczęśliwa,ale z drugiej jest strach. O Niego. Bardzo mocno Go skrzywdziłam. Zawsze sadziłam,że jest ze skały i nic go nie rusza, niestety się pomyliłam. Skała została naruszona, bardzo mocno. Teraz się już trochę lepiej,ale z początku było tragicznie. Ból psychiczny jest niedoopisania. Wyobraźnia podsuwa mu co jakiś czas obrazy, jak to mogło wyglądać itp. Na początku były pytania jak, ile, co jest tylko "nasze". Gdyby nie pomoc psychologiczna nie było by Nas. W takich sytuacjach okazuje się na kogo można liczyć. Bałam sie tego co powiedzą inni o moim wyskoku.Dlaczego nie bałam się tego wcześniej? To był jak amok, trans. Liczyło się co jest teraz. Co się zmieniło. Rozmawiamy ze sobą. Co nas boli, czego oczekujemy od siebie. Nie ma temtów tabu. Nie ukrywam nic przed Nim, wie o wszystkim, zna każdy mój krok. Czy mi to przeszkadza? NIE. Odbudowywanie zaufania to proces długotrwały. Potrwa z kilka lat. Jestem na to gotowa. Nie będe sie tłumaczyła. Wiem co zrobiłam, żałuje tego i to bardzo. Staram się każdego dnia, by Mój Mąż mi kiedyś wybaczył. Czy zapomni. NIE. Tego się nie zapomina, w pamięci zostaje,ale po jakimś czasie schodzi na dalszy plan. Czy się zmieniłam...? Tak. Zerwałam konakty z tym trzecim. Zmiana nr. telefonu, wykluczenie z kręgu znajomych, odcięcie się od miejsc w których możemy się spotkać. Nie prowokowanie spotkań. Ja nie zapomnę tego co jest teraz. Wiem ile to wysiłku kosztuje Mojego,ale wiem też,że mnie kocha. Tak kocha! Za co? Za te 9 lat razem, za wychowanie dziecka. Czy ja go kocham ? TAK bardzo. Dlaczego teraz,a nie wcześniej? Wcześniej też,ale moje uczucie schowałam, gdzieś głęboko. Z każdym dniem jest lepiej,ale to są malutkie kroczki. Wiem jedno nie zrobie więcej tego drugi raz. Muszę mieć  w sobie siłe za nas dwóch. Mówienie słowa PRZEPRASZAM. Chciałabym cofnąć czas. Zdrada partnera jest wielką krzywdą i bólem. Zostaje w pamięci ku przestrodze.

maj 13 2016 Amok, zauroczenie,ból.
Komentarze: 0

Przyszedł październik, a w raz nim zmiany w moim życiu. Wszystko zaczęło się dużo wcześniej,ale ja nie miałam o tym pojęcia. Najpierw była obserwacja celu, czyli mnie, następnie zaproszenie na portalu społecznościowym. Rozmowa zaczęła sie niewinnie. "Znam Cie z widzenia", "Podobasz mi się", hmmm Ja też Ciebie kojarze( w innym przypadku nie przyjęłabym zaproszenia, nie mam tego w zwyczaju). I tak się rozwinęła znajomość, następnie była prośba o numer telefonu. Niezgodziłam się od razu,ale minęło kilka dni i go dostał,ale nie było tak,że od razu napisał ( nie próbuje się w żaden sposób tłumaczyć). Zaczęło się flirtowanie przez SMS i z perspektywy czasu na tym powinno się zakończyć. W moim związku już wtedy nie nalepiej się działo,ale nie skarżyłam się nikomu. Nie szukałam nikogo, sam się znalazł. W połowie października,bo długich namawianiach i moich wahaniach doszło do pierwszego spotkania( w sumie było ich coś koło 10,ale rozłożonych w czasie). Idąc pierwszy raz miałam wątpliwości,ale zwyciężyła GŁUPOTA tak nie boję się do tego przyznać. Było na tej zasadzie u mnie się źle dzieje, to potraktuje to jako odskocznie. Co czułam po spotkaniu?? W pewnym stopniu strach, wyruty sumienia....? Skutecznie je zagłuszyłam myśląc w domu i tak nic ciekawego mnie nie czeka. Co mnie w nim urzekło. Dzień zaczynał się od sms od niego, w ciągu dnia pytał się co robie itp, czyli wszystko to czego nie dostawałam od męza. Zainteresowanie. Ktoś się mną interesuje. Teraz wiem,że to wszystko było tłem, fikcją. Nasz romans trwał do lutego,a rozciągnięty w czasie,bo Jego często nie było. Spotykaliśmy się raz na 2 tygodnie, nawet i raz na miesiąc. Straciłam głowę i logiczne myślenie. Przestało się dla mnie liczyć wszystko inne, oprócz dziecka. Niestety mąż odszedł w odstawkę. Jego potrzeby zeszły na dalszy plan. W styczniu zaczęłam myśleć o rozstaniu z Moim Mężem. Przeszkodą był mój brak pracy i Jego niezdecydowanie. Wielokrotnie padało zdanie " Czy chcę Go". Podświadomie zwodziłam Go, jednocześnie nie umiejąc się zdecydować na odejście od Męża. Żyłam jak w amoku. Jagby ktoś zamienił mnie w kogoś innego. Patrząc z perspektywy czasu nie wierzę w to,że to byłam Ja. Dlaczego ten amok trwał tyle? Ten trzeci podsycał we mnie nadzieję na nowy związek, nowe życie. I tak minęły święta, Nowy Rok, styczeń i nadszedł początek lutego. Dostałam na imieniny od Mężą telefon. Przez przypadek Mąż dopatrzył się obcy kontakt, był to Ten Trzeci. Sprawa zakończyła się na moim zepewnieniu,że zakończe itp(wtedy nie wiedział jak daleko to zaszło)Minęły dwa tygodnie,a to było dokładnie 28.02, niedziela. Zaczęło się od tego,że nigdy nie dawałam swojego telefonu Mężowi. Jemu zaczęła się palić żaróweczka,że coś jest nie halo. Później poszło już błyskawicznie. Zmiana kart w telefonach,że niby chciał coś sprawdzić. Po chwili przyszedł SMS o treści TAK. Właśnie od tego Trzeciego. I w tym momencie ruszyła lawina prawdy, bardzo bolsenej prawdy.

maj 09 2016 Jak się zaczęło........
Komentarze: 0

Jak się zaczęło...... Mojego Męża znam już 14 lat. Najpierw bylismy jako znajomi, ot historia jak wiele innych. Jako para od 9, a małżeństwo od 6. Od samego początku dogadywaliśmy się super. Ja się uczyłam jego nawyków, On moich. Dobrze wiem jak lubi podane śniadanie rano czy kanapki do pracy. Co najlepiej lubi robić w wolnych chwilach, jego zaintersowania, pasje. Przed ciążą ciężko było nas zastać w domu. Ciągle w trasie. Wsiąść ot tak bez celu w samochód i jechać. Niby nic,ale dla nas to było dużo. Masa wspomnień i powracający uśmiech na twarzy na powrót w te miejsca. Układało się między Nami raz lepiej, raz gorzej, jak w każdym związku. Przez jakiś czas wspólna praca. Bylismy sobą nienasyceni ciągle było nas mało. Później przyszło wojsko. Ciężka próba dla Nas. Plusem było to,że służbe odbywał w naszym mieście, więc spotykaliśmy się codzinnie. Po powrocie do domu płacz w poduszke,bo nie było Go przy mnie. Te krótkie chwile na przepustce były za krótkie. Smutek przy każdym rozstaniu. Tą próbę prześlismy zwycięsko. Po wojsku nadeszła nowa praca. Inne miejsce, ludzie. Większa odpowiedzialność, po jakimś czasie zauważalne były zmiany w zachowaniu,ale tłumaczyłam sobie stres związany z pracą. Później okazało się,że jestem w ciąży. Strach co teraz, jak sobie poradzimy. W końcu małe dziecko,ale duża odpowiedzialność. Duża pomoc była w babciach. Ja zajęta wychowaniem Małej przestałam zauważać potrzeby męża. Mąż po pracy dogrzebywał w garażu. Więc z pracy do pracy. Zaczęłam dla Małej być matką i ojcem. I tak minęło kilka lat. Mój Mąż jest zaradnym człowiekiem, potrafi zrobić dużo,a to czego nie umie się nauczy. Wszelkie remonty robi sam, jak i wiele innych rzeczy związanych z majsterowaniem. Między nami zaczęło się psuć tak na dobre jakiś rok temu. Niby razem,a jednak osobno. Nasza rodzina składa się On oraz Ja i Mała. Wszelkie próby rozzmowy spełzały na niczym. Wybuch nastąpił po zmianie pracy. Nowi ludzie, obowiązki i Ona. Zaprzątnęła myśli Mojego Męża.Jakieś pół roku temu poznałam kogoś. Zaczęło się od zaporoszenia na portalu społecznościowym. Od słowa do słowa, od zdania przeszliśmy na smsy.  Z perspektywy czasu na tym powinno się skończyć. Niestety mój instynkt zamozachowawczy gdzieś przepadł. Brnęłam w to dalej,ale o tym kiedy indziej. Wrócmy do tematu. Ja i Mój Mąż zaczęlismy się od siebie oddalać. Każde w swoim świecie. Nawet remont pokoju dla Małej tego nie zmienił, choć wszystko robił sam z moją małą pomocą. Byłam z Niego dumna. Niestety przez to,że pogubiliśmy się po drodze nie umiałam mu tego okazać. Nasze rozmowy dotyczyły tylko tego co trzeba załatwić. Przestaliśmy wogule ze sobą rozmawiać, spędzać czas. On przesiadywał w garażu ja z Małą. Teraz to wiem,że to była Jego ucieczka od tego co się dzieje między Nami.